Scenariusz, który powtarza się u nas regularnie. Ktoś przychodzi z bólem pleców trwającym od miesięcy. Ma zrobione RTG, czasem rezonans. Wyniki są w porządku albo pokazują zmiany, które lekarz opisuje jako typowe dla wieku. Dostał leki przeciwbólowe, może serię zabiegów. Ból wraca.
I zostaje z pytaniem, które pada u nas na sali częściej, niż powinno: „to znaczy, że ja to sobie wymyślam?”.
Nie. Ból jest prawdziwy. Tylko mechanizm, który go wywołuje, nie zawsze widać na zdjęciu.
Co robi z mięśniami długotrwały stres
Tu mechanika jest dość dobrze opisana. Gdy bodźce stresujące występują długo, spoczynkowe napięcie mięśniowe stopniowo rośnie. Nie chodzi o napięcie w trakcie wysiłku — chodzi o to, jakie napięcie mięsień utrzymuje wtedy, gdy teoretycznie odpoczywa.
A stąd zaczyna się łańcuch konsekwencji, który wykracza daleko poza plecy.
Narastające napięcie spoczynkowe stopniowo zmniejsza stymulujące znaczenie mięśni dla układu krwionośnego. Mięsień, który normalnie kurczy się i rozluźnia, działa jak pompa wspomagająca krążenie. Mięsień trzymany w stałym napięciu przestaje tę funkcję pełnić. Krążenie krwi w całym organizmie wyraźnie się pogarsza.
Stąd biorą się dolegliwości, które z bólem pleców na pierwszy rzut oka nie mają nic wspólnego: uczucie zmęczenia, ociężałość, cierpnięcia, mrowienia, chłód stóp i dłoni, mdłości. Pacjent wymienia je lekarzowi jako osobne problemy i często dostaje osobne diagnozy.
Wzrost napięcia mięśni przeradza się nierzadko w ich tężenie, a następnie w częste skurcze.
Jest jeszcze jeden wątek, rzadziej omawiany. Mięśnie nieaktywne tracą również zdolność stymulowania układu dokrewnego. Zaburzeniu ulega jego homeostaza, co odbija się na czynnościach narządów wewnętrznych. Relacja między napięciem mięśniowym a pracą narządów wewnętrznych funkcjonuje na zasadzie sprzężenia zwrotnego — jedno napędza drugie.
To tłumaczy obserwację, która inaczej wygląda na przypadek: na choroby narządów wewnętrznych częściej zapadają ludzie z zaburzeniami ruchomości wywołanymi nadmiernym napięciem mięśniowym, przykurczami i skróceniem mięśni.
Oddech, czyli najczęściej pomijany element
Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, którą przy bólu pleców najczęściej się pomija, to jest nią sposób oddychania.
Psychogenne zaburzenie koordynacji bardzo wyraźnie widać w czynnościach oddechowych. Objawia się zakłóceniem współpracy między mięśniami wdechowymi a wydechowymi — powstaje tak zwany paradoksalny wzorzec oddechowy.
Opis tego zjawiska jest zaskakująco trafny: ludzie żyjący w stresie pozostają zazwyczaj przez długie godziny „na wdechu”. Nie potrafią wypuścić powietrza. Odruchowy mechanizm fizjologiczny przyspiesza wtedy oddech, żeby zapewnić minimum wentylacji przy malejącej pojemności oddechowej.
Prawidłowo przy wdechu kurczy się przepona, a mięśnie brzucha rozluźniają — brzuch się uwypukla. Przy wydechu dzieje się odwrotnie. Przy zaburzeniach tego wzorca mięśnie brzucha napinają się również w akcie wdechu, a paradoksalnie mogą rozluźnić się przy wydechu.
Brzmi technicznie, ale konsekwencje są bardzo praktyczne. Przepona jest nie tylko mięśniem oddechowym — jest elementem stabilizacji tułowia. Jeśli pracuje w nieprawidłowym wzorcu przez kilkanaście godzin dziennie, odcinek lędźwiowy traci jedno ze swoich źródeł stabilizacji. I zaczyna to nadrabiać napięciem mięśni, które nie są do tego przeznaczone.
Zaburzenie oddychania przeponowego upośledza też funkcje narządów jamy brzusznej. Przez to włącza się w mechanizm samopodtrzymujący — stres zaburza oddech, zaburzony oddech pogarsza stan organizmu, co podtrzymuje stres.
Postawa jako nawyk, nie jako wada
Istotne zaburzenia ruchomości i statyki narządów ruchu może powodować samo przyjmowanie określonych postaw ciała — związanych z przyzwyczajeniami, rodzajem pracy i rolami, które pełnimy na co dzień. Procesy te zaczynają się często już w dzieciństwie, a wadliwe postawy z czasem zmieniają sylwetkę tak, że znacznie odbiega ona od wzorca biomechanicznego.
Praktyczny przykład: osoby, które „trzymają się” w sposób nadmiernie sztywny — zaciskając kolana i pośladki, mocno uwypuklając klatkę piersiową — znacząco obciążają obszar lędźwiowy. Nie dlatego, że mają wadę postawy w sensie strukturalnym, tylko dlatego, że utrzymują napięcie, które z biegiem lat staje się ustawieniem domyślnym.
Na drugim biegunie są osoby o zbyt wiotkim systemie mięśniowym, który nie wystarcza do osłony kręgosłupa i tkanki łącznej stawów. U nich uszkodzenia pojawiają się przy nieoczekiwanych obciążeniach — nagłym nadmiarze obowiązków, konflikcie rodzinnym, ciąży i opiece nad dzieckiem.
I tu dochodzimy do najważniejszego wniosku całego tego rozdziału.
Niezależnie od tego, czy przyczyną pierwotną były bodźce mechaniczne, czy psychiczne, kluczową rolę w obu przypadkach odgrywają mięśnie, w których dochodzi do przeciążenia statycznego. Efekt końcowy jest taki sam.
Najczęściej zresztą oba czynniki występują razem.
Co z tego wynika dla kolejności działań
To jest moment, w którym teoria zamienia się w konkretny plan.
Skoro efekt końcowy jest ten sam niezależnie od przyczyny, to w pierwszej fazie należy dążyć do osłabienia przeciążenia statycznego mięśni, a dopiero potem do przywracania im równowagi statycznej. Kolejne etapy — jeśli są potrzebne — to praca nad przyczyną psychiczną. Przy czym terapia zaburzeń ruchomości powinna na tym etapie odgrywać równie istotną rolę.
Czyli: nie zaczynamy od rozmowy o stresie. Zaczynamy od zdjęcia nadmiaru napięcia i przywrócenia mięśniom zdolności do pracy. Bo dopóki mięsień jest zablokowany w napięciu spoczynkowym, żadna rozmowa tego nie odwróci.
Cztery rzeczy, które możesz zrobić w tym tygodniu
Po pierwsze, sprawdź swój oddech. Połóż się na plecach, jedną dłoń na klatce piersiowej, drugą na brzuchu. Przy wdechu powinna unosić się przede wszystkim ta na brzuchu. Jeśli unosi się głównie ta na klatce albo brzuch wciąga się przy wdechu — masz paradoksalny wzorzec oddechowy i to jest pierwsza rzecz do pracy.
Po drugie, przerwij pozycję statyczną, zanim zacznie boleć. Nie chodzi o „poprawną postawę” utrzymywaną przez osiem godzin — to tylko inny rodzaj przeciążenia statycznego. Chodzi o zmianę pozycji co kilkadziesiąt minut.
Po trzecie, daj mięśniom pracę, która polega na naprzemiennym napinaniu i rozluźnianiu. To właśnie ta naprzemienność przywraca im funkcję pompy dla układu krwionośnego, którą traci mięsień trzymany w stałym napięciu.
Po czwarte, jeśli ból trwa od tygodni i wraca mimo leczenia, sprawdź całość, a nie sam odcinek, który boli. Mierzalna ruchomość, symetria, wzorzec oddechowy, siła mięśni stabilizujących — to są rzeczy, które da się ocenić obiektywnie.
Ból, którego nie widać na obrazowaniu, nie jest bólem wyobrażonym. Jest bólem, którego przyczyna leży w funkcji, a nie w strukturze. A funkcję da się zmienić — tylko trzeba ją najpierw zmierzyć.
Źródła
Andrzej Rakowski, „Kręgosłup w stresie”.




